Odwiedź mojego bloga na temat emigracji, życia w Holandii, podróży i moich innych pasji!
Siedemnasta lekcja optymizmu: Miej swojego mentora

12 kwietnia 2018

Siedemnasta lekcja optymizmu: Miej swojego mentora

Jakiś czas temu pisałam o samoakceptacji, jako istotnym kroku na drodze do szczęścia. W istocie, aby czuć się szczęśliwym, należałoby polubić siebie. Wiadomo jednak, że nikt z nas nie jest idealny i to bardzo przydatne mieć wokół siebie osoby, które mogą nas inspirować, a także pomóc nam odnaleźć nasze mocne strony, czy wzmocnić poczucie własnej wartości. Czasami takich osób w naszym otoczeniu brak, ale to żadna przeszkoda! W dobie Internetu i łatwego dostępu do praktycznie wszystkiego – książek, gazet, magazynów, filmów, seriali, blogów, vlogów – możemy znaleźć tego kogoś, kto będzie dla nas odpowiednim mentorem. 

Dlaczego warto mieć mentora?

Z prostej przyczyny – gdy osiadamy na laurach, gdy motywacji brak, albo gdy jesteśmy w dołku, posiadanie w naszym życiu mentora, może okazać się wyciągniętą w naszym kierunku pomocną dłonią. Osobiście uważam, że najbardziej korzystną opcją, jest nawiązanie relacji z mentorem, ale w ostateczności autorytet, z którym nie mamy kontaktu również jest całkiem ciekawym rozwiązaniem. Czy jesteśmy w stanie być w kontakcie z mentorem, czy też ograniczamy się do śledzenia i inspirowania się daną osobą, może to odnieść pozytywne skutki. Czasami polegamy w 100% na sobie samych, a przecież wszyscy jesteśmy „tylko” ludźmi i mamy swoje spadki energii, czy obniżone nastroje. Bardzo często nie jesteśmy też świadomi swoich możliwości i ograniczeń. Wtedy właśnie mentor może pomóc nam dojść do tego, na czym powinniśmy się skupić, a z czego ewentualnie zrezygnować.

W dzisiejszych czasach bardzo łatwo jest się pogubić na ścieżce rozwoju zawodowego. W szkołach nie edukuje się nas w spersonalizowany sposób, brakuje nauczycieli, którzy byliby mentorami dla uczniów, w odpowiednich dla nich dziedzinach. Nigdy nie jest jednak za późno, żeby zaczęrpnąć profesjonalnej porady mentora lub coacha.

Chciałabym tutaj podkreślić, że tym artykułem nie reklamuję żadnych usług ani profesji, a jedynie wyrażam swoją opinię. Wydaje mi się, że czasem trzeba po prostu przyznać się przed samym sobą, że się czegoś nie wie, albo nie potrafi i to żaden wstyd czy ujma na honorze, aby szukać pomocy z zewnątrz. To tak samo, jak np. z depresją – warto zgłosić się do specjalisty. Tak samo istotne jest, żeby odnaleźć swoje powołanie i potencjał w ramach ścieżki kariery.

Jeśli czujecie, że taka bezpośrednia relacja to dla Was za dużo, zawsze możecie poszukać książek czy materiałów video, stworzonych przez inspirujące Was osoby. Osobiście bardzo lubię czytać teksty Michała Pasterskiego o rozwoju osobistym, ale też uwielbiam śledzić wszelkie poczynania Martyny Wojciechowskiej, która nieustannie jest dla mnie ogromną inspiracją i podejrzewam, że gdybym miała okazję poznać ją na żywo, to traktowałabym ją, niczym moją mentorkę.

A czy Wy macie już swoich mentorów? Co sądzicie o takim rozwiązaniu? Czy jest to kolejny krok do szczęścia?

 



Zostaw komentarz