Piętnasta lekcja optymizmu: Zaakceptuj swoje wady

28 maja 2017

Piętnasta lekcja optymizmu: Zaakceptuj swoje wady

Nie lubisz siebie? Pół życia próbujesz zmienić w sobie pewne swoje cechy, ale bez skutku? Inni Cię krytykują, albo po prostu sam/a czujesz się ze sobą źle? Wiedz, że to jedna z kolejnych przeszkód, która stoi na twojej drodze do szczęścia. 

W dzisiejszych czasach bardzo wiele mówi się o ciągłej pracy nad sobą, o dążeniu do ideału, o wiecznej nauce i przełamywaniu swoich słabości. Sama również staram się pracować nad swoimi słabościami – tak jak nad największą z nich – skłonnością do depresji. Skądś przecież wziął się pomysł na prowadzenie całego działu dotyczącego szczęścia na blogu! To właśnie chęci zmiany i motywacji zaowocowały blogiem. Ale ale…! We wszystkim trzeba mieć umiar.

Dlatego właśnie dzisiaj chcę zwrócić uwagę na jakże istotną kwestię polubienia samego siebie. Pisałam już o szacunku do swojej osoby, jak i o zbyt wysoko stawianych poprzeczkach (głównie przez społeczeństwo, ale również przez nas samych). Wydaje mi się, że w tym świetle zaakceptowanie naszych niedociągnięć jest KLUCZOWE. Są pewne rzeczy, których po prostu nigdy nie uda nam się zmienić na stałe i ponawiane próby przemiany będą powodować jedynie frustrację. Tego typu regularne rozczarowania serio prowadzą do depresji. Dlatego tak ważne jest, żeby akceptować siebie takimi, jakimi jesteśmy.

Jak to zrobić? Dla co poniektórych z nas jest to faktycznie nie lada wyzwanie. Jeśli całe życie uparcie wierzymy, że jesteśmy do bani, to przecież nie odzwyczaimy się od tego toku myślenia w tydzień. W tym miejscu serdecznie Was zachęcam do lektury dwóch z moich artykułów: 10 negatywnych nawyków myślowych oraz 10 mitów na temat emocji.

lekcjaoptymizmu

Ważne jest, abyśmy zdali sobie sprawę, że nikt nie jest perfekcyjny i że każdy ma wady. Są one różnorodne, to prawda, ale SĄ. Nasze wady, które mogą krzywdzić innych lub nas samych powinniśmy próbować eliminować. Wszystkie pozostałe to tak naprawdę pikuś. Pikuś, którego powinniśmy pokochać i brać go takiego, jakim jest. Pogodzenie się z pewnymi brakami to w moim mniemaniu bardzo duża dojrzałość. Niektórzy nigdy tej dojrzałości nie osiągają i nie są szczęśliwi. Jeżeli nie jesteśmy ze sobą szczęśliwi, to odbija się to na praktycznie każdym aspekcie naszego życia – na zdrowiu, relacjach z innymi, na karierze. Dlatego bierzmy się do roboty i głaszczmy swojego Pikusia, a on z pewnością nam się odwdzięczy!

Idąc dalej – fajnie by było wręcz polubić swoje wady, ale to już szkoła dla zaawansowanych. Jeśli nie jesteśmy w stanie ich polubić, to po prostu zaakceptujmy je. Nie ma ideałów na tym świecie, a wszystko, co się nimi wydaje, jest tak naprawdę nieprawdziwe. Często też inni kochają nas za nasze wady – to one czynią nas interesującymi, ludzkimi. Usilne zmienianie swojego charakteru to jak walka z wiatrakami. Wszystko można, ale każdy ma swój LIMIT. Dlatego warto odpowiedzieć sobie na pytanie, które wady szkodzą nam w codziennym życiu, a które tak naprawdę nie mają znaczenia i skupić się jedynie na tej pierwszej grupie. Drugiej dajmy luz i pogódźmy się z samymi sobą. Gdy odpuścimy, to ręczę za to, że pozytywne efekty pojawią się szybciej, niż byśmy się tego spodziewali!



10 Komentarzy

  1. laura · 30 maja 2017 Odpowiedz

    Fajnie ze ktos jeszcze pisze tego typy notki sa bardzo pomocne :)

  2. Chytra Sztuka · 30 maja 2017 Odpowiedz

    Wady to część naszego życia. Zresztą, to co jedni uważają za wadę, drudzy wezmą za zaletę :) Nie ma co za przesadnie podchodzić do życia. A że jestem perfekcjonistką wiem, o czym mówię. Perfekcjonizm ciągle mnie napędza do naprawiania siebie, otoczenia. Uczę się odpuszczać, bo czas gna tylko do przodu i straszliwe szkoda mi go na ideały, które nie istnieją :)

  3. Ania · 31 maja 2017 Odpowiedz

    A niedalej jak wczoraj na moim blogu pojawił się tekst o poczuciu własnej wartości. Świetne uzupełnienie :)

  4. piotrek · 6 czerwca 2017 Odpowiedz

    zalety mają dzisiaj wszyscy, to wady mówią nam o tym, kim jesteśmy;)

  5. Joanna · 16 czerwca 2017 Odpowiedz

    Ja mam problem ze znalezieniem balansu między potrzeba rozwoju osobistego (powinniśmy się nieustanie rozwijać, być bardziej produktywni etc), a potrzebą być nieproduktywnym, odpuszczenia sobie, dania sobie prawa do bycia zmęczonym i w złym humorze…
    Wiem, że tak trzeba, tylko nie wiem, gdzie przebiega linia między zdrowym podejściem do nienarzucania sobie zbyt wielu obowiązków a lenistwem. ;)

    • Magdalena · 16 czerwca 2017 Odpowiedz

      Chyba nie ma na to reguły… Ja pozwalam sobie na słabe bezproduktywne dni regularnie, ale zawsze gdy takowy się przytrafi, to dnia następnego staram się działać za dwoje ;-) W ten sposób mam poczucie, że nadrabiam te dni słabeusza i nie nakładam na siebie presji, że znowu nie dałam z czymś rady. Staram się właśnie jak to Asiu ujęłaś zachować jakiś balans, równowagę :)

Zostaw komentarz