Holenderskie przyjaźnie

9 maja 2017

Holenderskie przyjaźnie

Dlaczego tak trudno zaprzyjaźnić się w Holendrami? Co powoduje, że zagraniczni przybysze mają problemy z poznawaniem Holendrów? Jak ja to odczuwam i czy naprawdę tak ciężko jest znaleźć w Holandii przyjaciół? Zapraszam Was do lektury mojego subiektywnego artykułu. 

Z przerażeniem w oczach i głosie stwierdzam, że mieszkam w Holandii już ponad 3 lata. Szok i niedowierzanie. Podobnie jak z Warszawą, życie w Holandii przyniosło mi wachlarz emocji – od głębokiej depresji przez entuzjastyczny okres ochów i achów aż do zmęczenia materiału. Generalnie rzecz biorąc bardzo cenię sobie ten kraj i życie w nim, głównie za sprawą polityki, praw człowieka, bezpieczeństwa i ładnego otoczenia. Pewne jednak rzeczy uprzykrzają mi życie i z przykrością muszę przyznać, że czas póki co nie działa wcale tutaj na korzyść.

Mam oczywiście na myśli ludzi. Ludzi i relacje międzyludzkie. Holandia niestety dalej pokazuje mi swoją zimną stronę i obawiam się, że już nigdy nie zmienię zdania na ten temat. Oczywiście powiedzieć, że wszyscy Holendrzy są zamknięci to ogromna generalizacja, ale jak inaczej podsumować społeczeństwo, jeśli nie uogólniać?

polkawholandii

Tak więc generalizując (i oczywiście to jak zwykle MOJE ZDANIE, ktoś inny może myśleć kompletnie inaczej): Holendrzy są zamknięci. Są zamknięci nie tylko na zawieranie znajomości z obcokrajowcami, ale nawet z rodakami. Typowy Holender ma 1-2 przyjaciół i kółko znajomych i nie jest zainteresowany nawiązywaniem nowych znajomości, a już z pewnością nie tych głębokich.  W większości przypadków tych  1-2 przyjaciół to osoby poznane we wczesnym dzieciństwie, a grono znajomych to koledzy i koleżanki z jakiegoś kółka zainteresowań. Bardzo modne tu jest przynależenie do grup, stowarzyszeń, organizacji i innych – tam oczywiście panują zasady stada, więc o bliskich przyjaźniach raczej można zapomnieć. Duża część Holendrów w moim regionie jest też bardzo blisko z rodziną.

Czemu Holendrzy nie są zainteresowani nowymi znajomościami?
Tego nie rozumiem. Bardzo się oczywiście staram, ale dalej jest to dla mnie „dziwne”. Moja dobra znajoma z Dominikany, która wychowała się w Holandii wciąż mi powtarza, że powinnam się zmienić i przestać się tak przejmować relacjami z ludźmi. Znacząco patrzy na mnie i mówi mi, że ona też kiedyś była taka jak ja, ale owe podejście przynosi tylko rozczarowania i lepiej dla mnie, żebym po prostu zamknęła się w sobie, nauczyła się liczyć tylko na siebie i ogółem miała „wyjebane” tak jak reszta tutejszego społeczeństwa.

Przyznam, że dało mi to do myślenia. Dlaczego JA mam się zmieniać? Bycie towarzyską i przyjacielską to jedna z tych rzeczy, które akurat bardzo w sobie lubię i denerwuje mnie, gdy słyszę tego typu rady – nie chcę się zmieniać pod tym względem. Chcę być w miejscu, gdzie ludzie są bardziej zainteresowani drugim człowiekiem i nie skreślają przyjaźni tylko ze względu na jej krótki staż. Szukam po prostu trochę otwartości, ciekawości i elastyczności. Wiadomo – sama też jestem selektywna w dobieraniu sobie przyjaciół, ale bez dawania szans, ciężko jest ich w ogóle mieć, nieprawdaż?

Pogooglałam trochę w Internecie i zaczęłam szukać przyczyn zamknięcia Holendrów. Wyskoczyło mi multum wyników o tym, że Niderlandy to mało przyjazny dla obcokrajowców kraj i sporo artykułów na ten temat. Fajnie – nie jestem jedyna, która tak czuje… Ufff :D

polkawholandii

Jakie są zatem przyczyny tego zamknięcia według Internautów?
Jako jeden z głównych powodów podano barierę językową. Holendrzy biegle posługują się językiem angielskim, więc nauczenie się ich języka jest nie lada wyzwaniem. Jednocześnie pomimo znajomości angielskiego Holendrzy najlepiej czują się mogąc rozmawiać w swoim ojczystym języku. Jest to swego rodzaju błędne koło – gdy próbujemy mówić do nich po niderlandzku, przerzucają się na angielski, a gdy konwersujemy po angielsku to oni zniechęcają się i nie otwierają tak, jak na rodaków.

Kolejną przyczyną jest po prostu indywidualizm i brak potrzeby posiadania znajomych. Większość Holendrów trzyma się tego swojego jednego przyjaciela i to im wystarcza. No i to jest właśnie ten punkt, którego nie ogarniam.

Pozostałe przyczyny to po prostu mniejsze lub większe różnice kulturowe – poczucie humoru, dystans, przyjmowanie krytyki. Holendrzy są bardzo bezpośredni, ale jednocześnie kiepsko sobie radzą z konstruktywną krytyką. Obcokrajowcy, którzy nie czują się tutaj zbyt miło i o tym wspominają tracą w oczach Holendrów, bo cóż, Holendrzy czują się po prostu urażeni.

polkawholandii

Co jeszcze zaobserwowałam?
Swego rodzaju nieporadność i brak obycia towarzyskiego pośród Holendrów. Organizuje się tu mało domówek, więc jest mało personalnie. Jeśli już jakaś domówka się odbywa, to koniecznie musi być jakaś gra, najlepiej w połączeniu z alkoholem, żeby przełamać lody. Holendrzy generalnie żeby się spotykać muszą wykonywać wspólnie jakąś czynność, znaleźć wspólną aktywność. Inaczej czują się niezręcznie i nie potrafią budować rozmowy. To kolejna rzecz, która dość mocno mi doskwiera, bo jestem osobą, która bardzo ceni sobie po prostu wspólny spacer i rozmowę, bez musu pójścia razem na siłownię lub do supermarketu.

Ostatnią bardzo ważną przeszkodą jest przesadne zorganizowanie i pragmatyzm Holendrów. Holendrzy nie lubią/nie potrafią (odpowiednie skreślić) być spontaniczni. Jak zwykle są tu też wyjątki, ale to nie na wyjątkach skupiam się w tym wpisie.;) Proponując Holendrom spotkanie musimy liczyć się z tym, że aby mogło się ono odbyć, musi być ono od A do Z zaplanowane i wpisane w agendę. Nie twierdzę, że uwielbiam niezapowiedziane wizyty, ale tęsknię za spontanicznymi wypadami do miasta, na piwo, kawę czy do kogoś na kwadrat. Niestety w kraju wiatraków spotkania takie praktycznie nie istnieją, dlatego nie daj Boże zachorujemy w dzień zaplanowanego spotkania i wtedy na kolejne będziemy czekać prawdopodobnie ponownie kilka tygodni…

polkawholandii

Na koniec  optymistyczny akcent! :D Chciałabym dodać, że holenderskie przyjaźnie są trwałe. Bardzo trudno jest je nawiązać, ale podobno raz zacieśnione stają się relacjami na całe życie. Ciekawe, czy będzie mi dane zaznać prawdziwej holenderskiej przyjaźni. Jeśli tak, to z pewnością kiedyś o tym napiszę. A tymczasem lecę spotkać się z moimi przyjaciółmi z innych krajów! ;)



22 Komentarzy

  1. Lailapeak · 9 maja 2017 Odpowiedz

    Chyba byłoby mi tam trudno mieszkać. Właśnie ze względu na ten zamknięty charakter Holendrów. Potrzebuję ludzi, bo wtedy funkcjonuje mi się o wiele lepiej i lubię zawierać nowe znajomości.

    • Magdalena · 10 maja 2017 Odpowiedz

      I tak właśnie jest… Holendrzy są mili i serdeczni, ale powierzchownie… Trudno jest nawiązac z nim głebszą relację.

  2. Daria · 9 maja 2017 Odpowiedz

    Ciężka sprawa z tymi Holendrami. Mieszkałam przez chwilę z Irlandii i we Włoszech i jednak w tamtych krajach jest łatwiej z kontaktami towarzyski. Włosi aż lgną do „nowych”, natomiast Irlandczycy są życzliwi dla wszystkich, wiecznie się uśmiechają i pytają ‚how are you’. A mimo to i tak wróciliśmy do Polski, bo tutaj nam najlepiej;) Mimo wszystko, życzę powodzenia, może któryś Holender się przełamie:) Pozdrawiam!

    • Magdalena · 10 maja 2017 Odpowiedz

      Holendrzy też są życzliwi, uśmiechnięci i pozdrawiający, ale właśnie brakuje mi takich głębszych znajomości…

  3. Allochtonka · 9 maja 2017 Odpowiedz

    Dokładnie takie same mam obserwacje i odczucia. I czasem daję im upust na blogu. Jeśli nie znasz, to zapraszam: http://allochtonka.blogspot.com . Holendrzy sami mówią, że przyjaciół to się ma ze szkoły, ze studiów. Potem już nowych nie. Czyli za późno zaczęłyśmy. A poza tym to też funkcja czasu. Pozdrawiam!

    • Magdalena · 10 maja 2017 Odpowiedz

      Znam oczywiście! Również z Klubu Polek na Obczyźnie:) Zaglądam, ale się nie udzielam w komentarzach – chyba przyszedł czas na to, aby to zmienić :)

  4. Agata · 9 maja 2017 Odpowiedz

    Ciekawe spostrzezenia. Szkoda ze akurat trafilas na takich Holendrow, bo z mojego punktu widzenia sa oni calkowicie inni niz opisalas. Oczywiscie nie mozna uogolniac i znajda sie wyjatki tak samo jak w kazdym kraju. Jak dla mnie sa bardzo przyjacielscy, spontaniczni, czesto chca sie widywac, czasami wpadaja tylko na chwile zeby sie zobaczyc i porozmawiac. Planuja czesto wspolne wakacje i weekendy ze znajomymi. I tez podoba mi sie to ze planuja duzo ciekawych aktywnosci. Mam nadzieje, ze spotkasz ciekawych ludzi na swojej drodze, z ktorymi bedziesz mogla sie blizej zaprzyjaznic (jezeli chcesz tu zostac).

    • Magdalena · 10 maja 2017 Odpowiedz

      No właśnie – słowa kluczowe „Planują” i „ciekawe aktywności” – jak dla mnie mało tu miejsca na spontaniczność. Aczkolwiek fajnie, że ty się dobrze wśród nich odnajdujesz :)
      Ja poza moim partnerem, jego rodziną i może jednym innym Holendrem jakoś nie potrafię się do nich zbliżyć… I raczej wychodzi to z ich strony;-)

  5. Agata · 9 maja 2017 Odpowiedz

    Nie wiem, moze ja tak akurat trafilam, ale przebywam w roznych srodowiskach takze mam do czynienia z wieloma Holendrami (praca, szkola, druzyna siatkowki, znajomi) i co jak co ale na pewno sa otwarci i z duzym dystansem do siebie. To juz ja dostaje piany jak ktos cos o Polsce zazartuje, natomiast jesli ja cos skomentuje z ich podworka to nie ma najmniejszego problemu.

    • Magdalena · 10 maja 2017 Odpowiedz

      Dystans mają, to fakt, ale mają też swoje limity (co zrozumiałe) i nie lubią słuchać narzekania obcokrajowców na swój temat. Idealny przykład to jedzenie – wszyscy moi zagraniczni, przyjezdni znajomi krytykują holenderską kuchnię (ja w sumie raczej też;p) i Holendrzy tak średnio radzą sobie z taką krytyką ;-)

  6. LillaMy · 9 maja 2017 Odpowiedz

    Przeczytałam z zainteresowaniem i… niedowierzaniem! Jestem tu ponad dwa lata i najwyraźniej znam zupełnie innych Holendrów! Nawiązałam tutaj wiele przyjaźni, ludzie którzy mnie otaczają są bardzo otwarci, serdeczni, można na nich liczyć w najtrudniejszych chwilach jako na przyjac. Gdyby nie moi holenderscy przyjaciele, nie poradziłabym sobie tu. Przed przyjazdem tu mieszkałam w Warszawie i mniej więcej tak Ty opisujesz zamkniętych Holendrów- tak ja się tam czułam. mogę jedynie powiedzieć: jestem szczęściarą, że „mam inaczej” :)

    • Magdalena · 10 maja 2017 Odpowiedz

      Co osoba, to inne doświadczenia. I dobrze! Może też jeszcze kiedyś zmienię zdanie o Holendrach jako narodzie pod tym względem! :)

  7. Antypatycznie · 9 maja 2017 Odpowiedz

    Ten kraj jest idealny dla mnie. Jestem introwertykiem i po prostu nie lubię mieć wielu znajomych 1-2 mi styknie całkowicie, wiec ja bym się odnalazła.

  8. Dorota · 9 maja 2017 Odpowiedz

    To rzeczywiście jest trudne. Będąc na emigracji zostawiliśmy swoje przyjaźnie w Polsce i potrzeba nam nawiązać nowe. Choć jestem introwertyczka i dam radę sama z sobą to takie zamykanie się nie jest miłe i daje poczucie braku zaufania ze strony ludzi. Może rzeczywiście liczyć na siebie ale to i tak dzięki innym ludziom i dobrym relacjom się rozwijamy. Emigracja nie raz powoduje ich cofnięcie.

    • Magdalena · 10 maja 2017 Odpowiedz

      Z pewnością zawsze można znaleźć ludzi – ja np. nie mam przyjaciół holenderskich, ale za to z innych krajów i kontynentów – trzeba sobie jakoś radzić w życiu ;-)
      Ale to prawda – emigracja to nie bajka!

  9. Karolina · 10 maja 2017 Odpowiedz

    Hmmm. .. postaram sie napisac w kilku zdaniach ;) jestem w zwiazku z holendrem 3 lata. A w Holandii mieszkam od ponad 4 lat. Czuje sie samotna i uwierzcie ze jest wielka roznica pomiedzy nami kulturowa i jesli chodzi o tradycje. Sa zamknieci w sobie i nie potrafia okazywac uczuc. Najwazniejsza jest najblizsza rodzina ojciec matka brat siostra. Lubia czerpac korzysci ze znajomosci. Sa uprzejmi jak najbardziej, pomocni tez ale jesli chodzi o glebsze relacje nie oczekujcie jako polki 100% zaakceptowania z ich strony i 100% szczerosci. Sa takze egoistyczni czesto zapominaja o potrzebach innych ale pamietaja o wlasnych. To takie moje odczucia.

    • Magdalena · 19 maja 2017 Odpowiedz

      Co do szczerości to nie mam pojęcia – fałszywi ludzie generalnie są wszędzie… Zgodzę się, że rodzina jest na pierwszym miejscu (przynajmniej tak to wygląda z moich obserwacji). Okazywanie uczuć faktycznie nie wychodzi im najlepiej ;-) Pozdrawiam!

  10. Viola · 14 maja 2017 Odpowiedz

    Tak to już bywa na tej emigracji,ze cieżko jest złapać kontakt z lokalnymi. Zdecydowanie będąc obcokrajowcem ciężej nam przychodzi rozpoznanie cech mieszkańców, to jest inna mentalność, zmiany kulturowe i co za tym idzie zupełnie inne podejście do ludzi i życia. Brytyjczycy co prawda są bardzo towarzyscy i nie bedą unikać kontaktu ale rownież w pierwszych latach pobytu zauważyłam powierzchowność i nagle po kolejnych latach dostrzegam inne rzeczy – akceptację i głębsze kontakty, może musza się do nas przyzwyczaić i w pełni nas zaakceptować i uznać za swoich. Jesteś w Holandii 3 lata, myśle ze to jeszcze krótki czas. Ciekawe do jakich wniosków dojdziesz za kolejne 6 lat ?

    • Magdalena · 19 maja 2017 Odpowiedz

      Raczej nie będzie mi dane tego sprawdzić, bo planuję kolejną emigrację… znowu będę zaczynać od zera, haha. Zobaczymy co los przyniesie :) Wiadomo, że trzeba się przyzwyczaić do innych zwyczajów i mentalności – to nigdy nie jest proste. Staram się jednak mimo wszystko skupiać na pozytywnych aspektach :)

  11. Piotr · 19 maja 2017 Odpowiedz

    Widze ze powoli zaczynasz poznawac prawdziwy charakter holendrow…

    • Magdalena · 19 maja 2017 Odpowiedz

      Nie tak znowuż powoli;-) Raczej od początku w kwestii przyjaźni sprawa tutaj kuleje. Silne więzi łączą tu tylko pary, rodzinę albo właśnie przyjaciół, którzy znają się od zarania dziejów. Na szczęście Holandia ma też wielu obcokrajowców, więc można się przyjaźnić z nimi, jeśli nie wychodzi z Holendrami.

Zostaw komentarz