Odwiedź mojego bloga na temat emigracji, życia w Holandii, podróży i moich innych pasji!
6 porad jak podróżować cierpiąc na IBS (zespół jelita drażliwego)

10 kwietnia 2017

6 porad jak podróżować cierpiąc na IBS (zespół jelita drażliwego)

Kochasz podróże tak jak ja? Jesteś zdiagnozowany/a z zespołem jelita drażliwego? Witaj w klubie! Pomyślisz, że wojaże i zjd to kombinacja niemożliwa – te dwie sprawy się przecież wykluczają.  W ten sposób pozwalasz, aby IBS kontrolowało twoje życie! Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, ale na szczęście istnieją sposoby, które pomogą Ci poczuć się pewniej i bardziej komfortowo podczas wyjazdów.  Zapraszam Cię do lektury! 

1. Przygotuj się fizycznie i psychicznie do wyjazdu.

Postaraj się wyeliminować stres, bo jest on twoim wrogiem. Odpowiednio wcześniej zadbaj o przygotowania takie jak zorganizowanie ubezpieczenia, ogarnięcie transportu, zaopatrzenie się w leki, pakowanie itp. To pozwoli Ci wychillować w dniu podróży, no bo przecież wszystko już załatwione! Dodatkowo nastaw się odpowiednio mentalnie – zadbaj o pokój ducha, relaksację i ogólne samopoczucie. Spróbuj też wizualizować sobie swoje wakacje – oczywiście wyobrażając sobie same pozytywne aspekty. Załóż sobie, że nic strasznego się nie wydarzy, a twoje bebechy nie zbuntują się i obędzie się bez sensacji jelitowych.

2. Nie szalej z jedzeniem.

No chyba, że wychodzisz z założenia, że pewne lokalne potrawy są warte grzechu i nie przeszkadza Ci ewentualna katastrofa toaletowa ;-) W innym wypadku jedz po prostu tak, aby unikać produktów, które Ci szkodzą.  Jedz małe regularne porcje i nie zapominaj o nawadnianiu się. Coś za coś.
Uważaj też na picie wody z kranu w niektórych krajach. Lepiej przepłacić i pić tylko wodę butelkowaną, niż nabawić się biegunki pod wpływem innej flory bakteryjnej.

zespoljelitadrazliwego

3. Zadbaj o relaksację.

Fakt, że same wakacje powinny dać Ci wytchnienie, ale z drugiej strony podróże mają też swoje stresujące aspekty. Być może nie lubisz latania, z kolei długa jazda autobusem powoduje wzdęcia, a samo pakowanie się jest dla Ciebie udręką. Dlatego właśnie pamiętaj o tym, aby dodatkowo się relaksować – wykonuj proste ćwiczenia oddechowe, wizualizacyjne, albo jogę. Postaraj się nie leżeć tylko plackiem, ale też dodać do tego jakąś aktywność ruchową. Osobiście odradzam załatwiania wszystkiego piwem, czy drinkami – co prawda rozluźniają, ale w dużych ilościach szkodzą żołądkowi i jelitom o czym pisałam tutaj.

4. Wtajemnicz swoich towarzyszy podróży.

Podobnie jak na randce – uświadomienie osób, z którymi podróżujesz jest tak samo ważne. Mówiąc innym o swoich dolegliwościach zrzucisz z siebie ciężar „przykrej tajemnicy” i gdyby odpukać coś się stało i twój zespół jelita drażliwego dałby Ci się we znaki, to przynajmniej nie będziesz się musieć przejmować ukrywaniem się ;-).  Nie jest to nic przyjemnego, ale przecież „człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce”.

5. Wynajmij pokój z prywatną toaletą.

Ten punkt da się oczywiście przeskoczyć – sama dobrze o tym wiem, ale jeżeli nie czujesz się pewnie ze swoim IBS, to po co się denerwować? Jeszcze przed wyjazdem zadbaj o to, żeby znaleźć miejsce, w którym będziesz się czuć komfortowo i bezpiecznie. To już połowa sukcesu!

6. Zabierz ze sobą leki, których możesz potrzebować i nieodłącznie zapas papieru toaletowego!

zespoljelitadrazliwego

No i co, nie taki diabeł straszny, jak go malują, prawda? A Wy jak podróżujecie i jak zwalczacie zespół jelita drażliwego?



29 komentarzy

  1. Ola · 10 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Niby proste rady, jednak wiele osób o tym zapomina i wyjazdy to dla nich męki. Super wpis :)

    • Magdalena · 10 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Bardzo często te najprostsze rady są właśnie najlepsze, bo się o nich nie myśli, zapomina itp. ;-)
      Dziękuję za komentarz :)

  2. Lailapeak · 10 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Nie wyobrażam sobie, żeby jakiekolwiek ograniczenia mojego ciała odebrały mi możliwość podróżowania! :) Też przygotowałam już swoje vademecum podróżnicze – bez niego ani rusz! ;)

    • Magdalena · 10 kwietnia 2017 Odpowiedz

      I to jest właśnie prawidłowe podejście! Haha :)
      Wiadomo, że zawsze się znajdą jakieś stresy, ale nie można pozwolić, żeby nas ograniczały!
      Super, że masz swoje vademecum :)

  3. Matka bez lukru · 10 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Proste rady, które tak naprawdę przydadzą się każdemu! Ja muszę trzymać odpowiednią dietę bo inaczej też mam rewolucje żołądkowe. Więc punkt o odpowiednim jedzeniu jest moim must have każdego wyjazdu :) Ja szukam pokoi z własną kuchnią :)

    • Magdalena · 10 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Fakt! Własna kuchnia to też duże udogodnienie – zwłaszcza, jeśli jedziemy do kraju, którego języka nie znamy – zamiast się męczyć z tłumaczeniami w restauracji, możemy po prostu gotować samemu! Świetna uwaga! :)

  4. Viola · 10 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Ja myśle,ze Twoje rady mogą być tez dobre dla osób zdrowych bo często sami siebie narażamy na problemy żołądkowe w podróży np niewłaściwym jedzeniem i bagatelizowaniem zasad zdrowego żywienia, higieny picia wody.

    • Magdalena · 10 kwietnia 2017 Odpowiedz

      To dobrze, jeśli przydadzą się też osobom zdrowym. Masz rację Viola – czasami trzeba po prostu mieć umiar i nie szaleć. Z drugiej strony daleka jestem od tego, żeby na każdym kroku się ograniczać i stresować każdą rzeczą, której się spróbowało. Czasami ciężko jest znaleźć ten balans :)

  5. Emilia · 11 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Zgadzam się, że dobrze jest wtajemniczyć osoby podróżujące z nami w to, co ewentualnie może nam się przydarzyć. Nie mogę spożywać glutenu i mój mąż sam pilnuje, żebym go nie jadła :)

    • Magdalena · 11 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Wspaniale,że masz takiego wspierającego męża Emilia! Mój luby swego czasu piekł mi codziennie chleb,bo byłam na diecie low FODMAP i musiałam mnóstwo rzeczy wyeliminować – gdyby nie on,pewnie bym się poddała i nigdy nie sprawdzilabym,czy owa dieta rozwiązuje moje jelitowe problemy. Także wtajemniczenie jest rzeczywiście moim zdaniem bardzo ważne,a wręcz może nam pomóc.

  6. Paronomazje · 11 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Dziękuję za ten wpis, właśnie czeka mnie pierwszy od bardzo dawna wyjazd, majówka. Z zaufanymi ludźmi i z opanowaną nerwicą, ale oczywiście stres jest i trzeba się przygotować na różne ewentualności – chyba najtrudniej jest się wbrew pozorom przygotować na to, że… może być fajnie ;)

    • Magdalena · 11 kwietnia 2017 Odpowiedz

      I oby było! Tak bardzo boimy się niepowodzenia, że z góry zakładamy, że coś złego się wydarzy… a wcale nie musi się wydarzyć.
      Obecna psychologia poleca metodę wizualizacji – przyznaję, że do tej pory na mnie nie do końca działa, ale znam osoby, u których odnosi sukcesy ;-)
      Pozdrawiam i fajnej majówki! :)

  7. Karolina · 13 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Surowa dieta i oczyszczanie zielonymi sokami daje dobre efekty w IBS. Paul Nison napisał o tym książkę, jest bardzo fajna :) Poza ty warto wspierać się ziołami osłonowymi i tymi, które szybko goją śluzówkę przewodu pokarmowego. Ja sama byłam na wege bg cały rok, kiedy mieszkałam we Włoszech. Przeżyłam, chociaż teraz żałuję, że nie spróbowałam pewnych lokalnych dań!

    • Magdalena · 14 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Chętnie dowiem się więcej,choć przyznaję,że brzmi trochę kontrowersyjnie!To chyba też zależy od typu IBS? Jakoś przy typie biegunkowym ciężko mi sobie wyobrazić dietę surową;) Ale kto wie,pogooglam:)

  8. Edyta Mój kawałek podłogi · 13 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Myślę, że coraz więcej osób cierpi na IBS, więc Twój wpis okaże się bardzo przydatny :)

    • Magdalena · 13 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Dzięki :) Mam takową nadzieję, że się przyda. A co do ludzi, to nasuwa się pytanie – czy coraz więcej osób choruje, czy po prostu IBS jest coraz bardziej znane i diagnozowane.

  9. blogierka · 14 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Ja staram się jak najmniej jeść podczas samej podróży- bo wiem z czym to się wiąże.
    A jak u Ciebie z testowaniem kuchni lokalnej?

    • Magdalena · 14 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Z testowaniem różnie to bywa,ale im bardziej jestem zrelaksowana i nie myślę o najgorszym,tym rezultaty są lepsze. Muszę tylko uważać na dania z cebulą i czosnkiem,bo one u mnie najczęściej kończą się katastrofą. Niestety reaguję tez na zmianę wody i to do tego stopnia,że jak przylatuję do Polski,to inaczej się czuję w Gdańsku,inaczej w Warszawie i inaczej w Łodzi… No ale trzeba żyć;)

  10. Mila · 18 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Zmagam się z IBS od kilku lat i przyznam, że jeśli chodzi o moją osobę nic nie dało tak dobrych efektów jak regularnie uprawiany sport. Zaproponował mi to jeden z lekarzy i przyznam szczerze na początku podeszłam do sprawy sceptycznie jako, że wierzę w magiczną moc pigułek. W moim przypadku nie dawały one jednak spodziewanych efektów.
    U mnie pomogło pływanie i nordic walking. Zasada jest jedna KONSEKWENCJA. To znaczy regularność i systematyczność – nawet wtedy gdy nasze problemy mijają, bądź pozostają w uśpieniu basen przynajmniej 2 razy w tygodniu plus kije następne dwa.
    Woda świetnie rozluźnia i reguluje perystaltykę jelit, szybkie spacery również. Polecam wszystkim zmagającym się z tym problemem.

    • Magdalena · 21 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Świetne rozwiązanie! Ja właśnie raczej stronię od leków – używam jakichkolwiek w ostatczności, bo w pewnym sensie traktuję swoje ciało jak świątynię. To wspaniale, że sport daje Pani takie pozytywne efekty!

  11. Radosna Chata · 21 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Bardzo ciekawe rady. Z pewnością skuteczne

  12. Ja Zwykła Matkaa · 21 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Wiem o czym mówisz, po pierwszej cesarce nabawiłam się tego schorzenia. Teraz jestem po 3 cc, więc bardzo oszczędzam swoje jelita. Jak wiadomo to podobno drugi mózg. Post bardzo przydatny, dający wiarę ludziom z tą przypadłością na normalne podróże. Pozdrawiam

    • Magdalena · 21 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Cieszę się, że może dać ludziom wiarę w normalność. A jelita owszem, to taki trochę drugi mózg. Dobrze być świadomym i faktycznie je oszczędzać – tak samo zresztą jak całe nasze ciało.

  13. Kaja · 21 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Wydaje mi się, że takie posty są szczególnie wartościowe, bo pokazują, że wiele zależy od nastawienia, a życie niekoniecznie musi zostać podporządkowane chorobie…

    • Magdalena · 21 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Dziękuję serdecznie! Tak, podejście jest rzeczywiście bardzo istotne, o ile nie wręcz kluczowe. Trzeba próbować podporządkować chorobę sobie, a nie na odwrót.

  14. Seaside Stories · 21 kwietnia 2017 Odpowiedz

    Zdecydowanie dobrze ułożona lista rad. Na szczęście mnie nie dotyczy, choć prawda jest taka… że zatrucia pokarmowe to częsty kompan w podróży i wtedy wiele z Twoich rad należy wziąć pod uwagę :)

  15. Marzena · 4 maja 2017 Odpowiedz

    Witaj Magdo.
    Bardzo ciekawe rady, ja męczę się już kilka lat, ale zdiagnozowany ZJD od niedawna a do tego SIBO. Nie jest łatwo żyć na co dzień, a co dopiero na wyjeździe. Najgorsze jest wyjaśnienie znajomym na czym to schorzenie polega. Ja osobiście w ZJD jako choroby nie wierzę, moim skromnym zdaniem jest to skutek spowodowany upośledzeniem wydzielania odpowiednich enzymów trawiennych jak i może ilości wydzielanego kwasu solnego. Wiadomo, że jakoś to trzeba nazwać żeby łatwiej się żyło. Dlatego jest tak dużo różnych odmian tej choroby, bo każdy, tak myślę, ma problem z wydzielaniem odpowiednich enzymów do trawienia konkretnych produktów. Ja jeszcze nie wiem tak do końca co mogę a czego nie mogę. Mam pewną grupę podejrzanych produktów i są to na pewno zboża zarówno glutenowe jak i nie glutenowe, wszelkie skrobie i strączki, no i oczywiście nabiał … a uwielbiam jego słodką stronę. Do tego dochodzą niektóre węglowodany. Najgorsze jest rozdzielenie, np. u mnie jest tak, że surowego czosnku i cebuli nie mogę a po obróbce termicznej już tak, wiórki kokosowe zmielone w cieście są ok, a mleko kokosowe odpada. I jeszcze parę takich przykładów mam, na które ciężko znaleźć odpowiedź bo nie jestem lekarzem. Bardzo chętnie dowiedziałabym się co jest upośledzone w moim układzie trawiennym, ale nie ma badań na wszystkie enzymy trawienne zaczynając od śliny a kończąc na trzustce. Przede mną dwutygodniowy wyjazd za granicę, gdzie częściowo będziemy spać w hotelach z wyżywieniem a częściowo na polach namiotowych z własnym wyżywieniem, do tego dochodzi zwiedzanie i wiadomo również jedzenie na mieście, wiem że nie będzie łatwo ponieważ w zeszłym roku zafundowaliśmy sobie taki sam wypad i najadłam się pizzy, to była masakra.Teraz wiem, że muszę uważać, ale znajomi jadą ci sami i wiedzą z czym się borykam i nie będą zdziwieni moim wydziwianiem co do jedzenia. Pozdrawiam i życzę duuuużo zdrówka i wytrwałości, bo chyba o to najtrudniej ;-)

Zostaw komentarz