Odwiedź mojego bloga na temat emigracji, życia w Holandii, podróży i moich innych pasji!
Trzynasta lekcja optymizmu: Przestań się zadręczać

27 marca 2017

Trzynasta lekcja optymizmu: Przestań się zadręczać

Brzmi cierpiętniczo, prawda? I pewnie nikogo z nas to nie dotyczy. Niestety nie wierzę w to :) Pośród nas jest wiele osób, które po prostu się zamartwiają. Zapraszam na kolejną mini-lekcję optymizmu!

Przestań się zadręczać – co to tak naprawdę znaczy? Przytoczę parę przykładów:

Numer 1: Wiele lat temu, za górami, za lasami postanowiłeś/aś podjąć studia ekonomiczne. Uczyłeś/aś się do kolokwiów i egzaminów, obroniłeś/aś pracę i… nigdy nie pracowałeś/aś w wyuczonym zawodzie.  Myśl ta spędza Ci sen z powiek, czujesz narastającą frustrację, porównujesz się do innych, ale tak naprawdę to wcale nie chcesz pracować w tej dziedzinie. W sumie to chcesz mieć własną szkołę surfowania albo kontynuujesz pracę w agencji reklamowej. Przestań się w takim razie zadręczać! Całe tabuny ludności studiowały coś niezgodnego ze swoimi zainteresowaniami, albo studiowały w myśl idei „sztuka dla sztuki”. Nie musisz ciągle rozpamiętywać swoich dawnych decyzji, nawet jeżeli nie były one super trafnym wyborem.

lekcjaoptymizmu

Numer 2: Twoja mama ma kompletnie inną wizję Twojego życia, niż ty sam/a. Wiecznie czujesz się winny/a, bo a to za mało czasu, a to chcesz robić coś samemu, a regularnie słyszysz, że syn czy córka znajomego spędzają każdy weekend z rodzicami, a w ogóle to jeżdżą zawsze razem na wakacje, zakupy i inne okazje. Fantastycznie! Tylko że ty jesteś sobą i możesz mieć odmienne poglądy i potrzeby. Dzieckiem zostaniesz na zawsze, ale ten fakt nie czyni Cię zobowiązanym/ą do spełniania oczekiwań rodziców. Dzieci nie żyją dla rodziców, tylko dla siebie, także głowa do góry i przestań się zamartwiać, że nie wpisujesz się w ideał swoich bliskich. Przestań z wiecznym poczuciem winy, bo to nie wnosi nic pozytywnego, a wręcz rodzi frustracje.

Numer 3: Czujesz, że Kamila robi większą karierę, Marta jest lepszą matką, Eryk panem domu, Paweł świetnie zarządza finansami… i zamiast się nimi inspirować dręczysz siebie (i przy okazji innych) tym, jak bardzo Tobie nie wychodzi i jak jesteś beznadziejny/a. Porównywanie się jest w nadmiarze destrukcyjne (na pewno już gdzieś o tym pisałam). Umartwianie się to tak naprawdę podtrzymywanie statusu quo, a przecież jeśli coś nam w życiu nie odpowiada, to chyba fajnie by było spróbować to rozpracować lub zmienić?

Umartwianie się ma wiele wspólnego z naszym szacunkiem do samych siebie – przypominam siódmą lekcję optymizmu, a także z nieumiejętnością radości z sukcesów innych, a koncentrowaniu się na własnej krzywdzie – o tym przeczytasz tutaj.

Jeżeli uda nam się wyeliminować albo zminimalizować dręczenie się, to z pewnością poziom naszego szczęścia skoczy w górę jak szalony! Nie warto jest marnować tyle energii na coś, co podcina nam skrzydła i ogranicza naszą osobę. Nauczmy się akceptować rzeczy, na które nie mamy wpływu, ale jednocześnie brońmy swoich racji i nie dawajmy sobą manipulować emocjonalnie. Nikt za nas nie przeżyje naszego życia, więc mamy prawo iść przez nie z podniesioną głową, bez towarzyszącego nam uczucia, że robimy coś źle, tylko dlatego, że robimy inaczej. Także koniec z umartwianiem się!



2 komentarze

  1. Kasia · 28 marca 2017 Odpowiedz

    Często własnie jest też tak, że ludzie tak bardzo przywykli do tego zadręczania się różnymi rzeczami typu „mnie nigdy nie wychodzi”, „inni mają lepiej” itd, że stało się to dla nich wymówką, żeby tak naprawdę niczego konstruktywnego ze sobą nie robić. Łatwiej im narzekać niż zrobić rewizję swojego życia.

    • Magdalena · 11 kwietnia 2017 Odpowiedz

      Dokładnie… chyba chodzi o opuszczenie swojej strefy komfortu. „Jest źle, ale znajomo, więc nie będę nic zmieniać, bo jeszcze będzie mi gorzej”.

Zostaw komentarz