Odwiedź mojego bloga na temat emigracji, życia w Holandii, podróży i moich innych pasji!
Jedenasta lekcja optymizmu: Naucz się brać odpowiedzialność tylko za siebie

31 stycznia 2016

Jedenasta lekcja optymizmu: Naucz się brać odpowiedzialność tylko za siebie

Czy czuliście się kiedyś zawstydzeni przez swojego partnera lub rodzica? Zdarza Wam się próbować rozwiązywać cudze problemy? STOP! To pułapka! 

Branie odpowiedzialności za czyjeś czyny to duże obciążenie, które sami bardzo często kładziemy na swoje barki, a potem nie możemy go udźwignąć. Tak naprawdę nie jesteśmy w stanie zapanować nad życiem innych.

Poruszam ten temat, ponieważ uwolnienie się od wszelkiego rodzaju zbędnego balastu to kolejny istotny krok na drodze do naszego szczęścia. Pogodzenie się z faktem, iż nie możemy „naprawić” ludzi wokół siebie to również ważna lekcja. Przyznanie się przed samym sobą do swego rodzaju bezradności wcale nie musi być równoznaczne z przegraną – jest raczej oznaką naszej dojrzałości, samoświadomości i racjonalizmu.

W artykule ‚Dlaczego utożsamiamy się z bohaterkami „Seksu w wielkim mieście” ‚ pisałam o legendarnej Carrie, która zawzięcie próbowała zmienić swojego partnera. Podejmowanie próby ratowania naszych bliskich to także swego rodzaju walka z wiatrakami. Nie jesteśmy w stanie zmienić innych, jak i nie będzie w stanie rozwiązać ich problemów.

Oczywiście wsparcie psychiczne, wysłuchanie kogoś, empatyczne podejście czy zwykłe przytulenie są jak najbardziej na miejscu, jednak jeżeli pozwalamy, aby problemy drugiej osoby przysłaniały nam nasze cele i zadania, a jej zmartwienia stają się naszym priorytetem (zaczynamy zaniedbywać samych siebie), to znak, iż zagalopowaliśmy się i czas przystopować.

Jesteśmy odpowiedzialni tylko i wyłącznie za swoje życie. Nasze własne decyzje, czyny i zachowanie. Zrozumienie tego niejednej osobie zajęło lata świetlne, ale zapewniam Was, że zmiana tego niezdrowego nawyku nie wyrządzi żadnych szkód, a wręcz podwyższy nasz poziom szczęścia.

Wspierajmy ludzi wokół siebie, ale zrezygnujmy z grania roli psychoterapeuty lub Matki Teresy i skoncentrujmy się na realnych krokach, które możemy podjąć, aby coś osiągnąć.



2 komentarze

  1. Pol · 31 stycznia 2016 Odpowiedz

    egocentryzm? zdrowy? no srednio wychodzi kulturze zachodu.
    no tak dzieci, rodzina, zbedny balast, pozbadzmy sie i nei rozmnazajmy , nie regujmy a tylko przytulajmy. rozwijamy sie ciagle i koncentrujmy na sobie, bo wkoncu jestesmy najwazniejsi, a reszta nie ma znaczenia ;)

    • Magdalena · 23 lutego 2016 Odpowiedz

      Absolutnie nie namawiam do zamknięcia się na najbliższych – raczej na to, żeby nie próbować nikogo wyręczać i nie podejmować się rzeczy niemożliwych :) Zdrowy egocentryzm – owszem, zdrowe wspieranie, a nie naprawianie innych – również jestem jak najbardziej na tak! pozdrawiam!:)

Zostaw komentarz